Wracamy wspomnieniami do lat 60-tych, mojej młodości. Był to czas trudny pod względem ekonomicznym. Ale i czas skończonej edukacji i wchodzenia w dorosłość. Nie zauważało się wtedy trudów życia codziennego. Wtedy borykali się z tym rodzice.
Sklepy w tych latach nie zachęcały do zakupów , było w nich niewiele gotowej konfekcji, która by interesowała młodą kobietę. Można było kupić materiały i tkaniny, które były produkowane w naszym mieście . Przemysł włókienniczy rozwijał się wtedy dynamicznie.
Ale trudno było coś modnego dla siebie kupić. Wtedy trzeba było szyć samemu. Inspiracją do powstawania nowych ubiorów był niemiecki żurnal „Burda” Było bardzo trudno go zdobyć. Przysyłany był do moich znajomych z paczkami, które otrzymywali . Żurnal i zawarte w nim wykroje pomagały tworzyć w warunkach domowych modne ubiory. Z tych wykrojów szyłam sobie i mojemu dziecku modne na te czasy stroje. Było to niełatwe zajęcie, trzeba było poświęcić temu dużo czasu. W tych trudnych czasach nauczyło się szyć wiele kobiet .
Teraz młode kobiety nie wyobrażają sobie takiej sytuacji, że siadają do maszyny i szyją sobie spódnicę lub sukienkę, lub robią sweterki na drutach. Przecież to wszystko jest w sklepach. Szycie domowe nie opłaca się. Koszty zbyt wysokie, teraz czas można przeznaczyć na inne przyjemności. Teraz są salony, sklepy różnych marek i można kupić wszystko według obowiązującej mody i dostosować do swoich potrzeb i gustów.
To był czas, kiedy czekało się w długich kolejkach na wymarzone mieszkanie w blokach.
Ale i radość z otrzymania mieszkania była wielka. Po meble trzeba było ustawić się w kolejce do Domusu (sklep z meblami, który przetrwał do dziś). Tworzyły się kolejki społeczne i powstawała lista chętnych na zakup nawet wtedy, kiedy w sklepie nie było mebli i nie wiadomo było, czy w ogóle będą. Innego sposobu na kupienie mebli nie było.
Produkowane meble nazywano „meblami Kowalskiego”. Miały pasować bo bloków. Były to meblościanki do sufitu. I w tym czasie, w latach 60, tymi meblami z trudem zdobytymi było wyposażone wiele mieszkań. Był to bardzo podobny wystrój.
Krążą dowcipy z tamtego okresu, że sąsiedzi mylili się biorąc mieszkanie sąsiada za swoje. Też było identycznie umeblowane. Trudno o oryginalność w wystroju domu, kiedy były tylko meble Kowalskiego.. Ale wtedy to były dla nas meble ładne i cieszyły, bo z trudem zdobyte.
Na telefon czekało się kilkanaście lat.. Ja miałam szczęście, czekałam pięć lat.
A była to skomplikowana procedura w ubieganiu się o telefon. Podanie do telekomunkacji z umotywowaniem, dlaczego jest mi potrzebny, no i poparcie też się przydawało, na przykład. z zakładu pracy, a jakiś urzędnik decydował, komu podłączyć telefon a komu nie. Trudno to teraz zrozumieć, kiedy mamy internet i bez problemu z każdego miejsca możemy rozmawiać przez telefon komórkowy.
Te trudne czasy nie przeszkadzały w budowaniu więzi międzyludzkich. Spotkania w gronie przyjaciół i rodziny były częste. I chętnie goszczono się w swoich domach. Były to też spotkania przy kawie. Panowała moda na palenie papierosów. Kawiarnie były zadymione i duszne i nikomu to w tamtych czasach nie przeszkadzało, bo o klimatyzacji jeszcze nikt nie słyszał.
Typowy obrazek z miasta to też zatłoczone tramwaje i autobusy, które najczęściej nie poruszały się zgodnie z rozkładem jazdy. Samochód był luksusem, otrzymywało się go na talony i tylko dla wybranych. Teraz samochody czekają w salonach na nabywców.
